W zupełnie różnych momentach, ale dwie rzeczy się powtarzają.
Pierwsza: nie mam wtedy telefonu w ręce. Podejrzewam, że mózg pozbawiony taniej dopaminy zaczyna jej szukać gdzie indziej i produkuje pomysły z nudów. Nie wiem, czy tak to działa, ale korelacja jest podejrzanie mocna.
Druga: jestem w towarzystwie ludzi z podobnym nastawieniem. Rozmowa z kimś, kto sam coś robi, po dwudziestu minutach schodzi na „a moglibyśmy…" i stamtąd biorą się najlepsze rzeczy.
To chyba jedyny sprawdzony przeze mnie generator pomysłów: dobrać sobie otoczenie i mniej scrollować.
Na najlepsze pomysły wpadam zazwyczaj w trakcie aktywności fizycznej, głównie spaceru, lub gdy jestem sama i moje myśli zaczynają błądzić.
Najlepsze pomysły często przychodzą w najmniej oczekiwanych momentach - jadąc autobusem, robiąc obiad czy też biorąc prysznic.
Dlatego też nie uważam, żeby warto było szybko po nieudanej próbie czytać rozwiązanie do zadania - miałem jedno zadanie, które rozwiązałem dopiero po półtora roku. Choć półtora roku to dla niektórych faktycznie za długo już, lecz nadal trzymanie zadania bez sprawdzania rozwiązania przez przynajmniej kilka dni czy tydzień jest dosyć przydatne, o ile czasami faktycznie się myśli o takim zadaniu, bo wtedy, czasami, w naprawdę losowym momencie, pojawia się w głowie pomysł na to, jak w ogóle zacząć takie zadanie.
Gdy pozwalam sobie na nowe podejście do problemu, ze świeżym umysłem, odrzucając wcześniejsze założenia i hipotezy.
Dużo zależy od mojego stanu. Pomysły wpadają, kiedy jestem zrelaksowany i mam dużo czasu na przemyślenia. Ważne, żeby zastanowić się nad problemem przez chwilę i starać się go rozłożyć na mniejsze.
Ciężko jest stworzyć warunki, żeby zaprosić dobre pomysły.
Jeśli jest się czymś zainteresowanym, to myśli się o tym dosłownie ciągle - i te pomysły przychodzą w najbardziej niespodziewanych chwilach (na rowerze, podczas obiadu - dosłownie w dowolnym momencie).
Głównie chyba poprzez rozmowy z innymi ludźmi, często mądrzejszymi ode mnie.
Potrafi mi to otworzyć głowę i spojrzeć z innej strony na różne aspekty życia i pracy.
Najczęściej na dwa sposoby:
Inspiruję się od kogoś, gdy coś czytam albo słucham, i zmieniam to lekko pod siebie. Naprawdę, żeby wpaść na jakiś pomysł, trzeba dostarczyć sobie okazji, żeby na niego wpaść. Często tutaj wpadają mi pomysły nawet niezwiązane z tematem tego, co czytam albo słucham, bo zamyślę się o czymś i nagle ciąg myśli doprowadza mnie do czegoś dobrego.
W randomowych momentach, np. gdy kładę się spać, idę przez park czy stoję pod prysznicem.
Każdą rozkminę analizuję w głowie po sto razy z każdej możliwej strony.
Ale te absolutnie najlepsze wnioski zawsze wpadają mi dopiero wtedy, jak odetnę się od wszystkiego i po prostu pójdę na spacer do lasu. Cisza, przewietrzona głowa i nagle wszystkie kropki same się łączą.
Rysowanie. To bardzo bardzo bardzo pomaga. Zarówno w matematyce, jak i w informatyce.
Wypisać wszystkie dane, wszystko, co wiem, wszystkie zależności. A potem myśleć, łączyć fakty.
To jest w skrócie sposób na wymyślanie pomysłów, ale tak naprawdę jest to duuużo bardziej złożone - składa się na to wiedza z kilku miesięcy, a wręcz lat pracy i rozwiązywania zadań.
Pod prysznicem.
Pomóż nam tworzyć lepsze treści
Podziel się anonimową opinią - co dodać, co zmienić, a co usunąć.










