Zamiast skupiać się na ilości materiału, który „muszę" przyswoić, przypominam sobie, że przecież wcale nie muszę tego robić.
Moimi największymi przeszkodami w nauce są przytłoczenie ilością materiału, z którym muszę się zapoznać, oraz monotonność całego procesu. Staram się koncentrować na tym, co ciekawi mnie w danym zagadnieniu, do czego może mi się ono przydać i jak fajnie będzie je znać.
Skupiam się na jednym temacie, chwilowo ignorując całą resztę, ponieważ i tak nie jestem w stanie nauczyć się wszystkiego naraz. Dzięki takiemu podejściu pozbywam się przytłaczającej presji i czerpię znacznie więcej przyjemności z nauki.
Aby poradzić sobie ze znudzeniem wynikającym z monotonności przyswajania wiedzy, korzystam z opisanego wcześniej nawyku przeplatania nauki innymi, przyjemnymi aktywnościami. Dzięki temu, kiedy zaczynam się nudzić i rozpraszać, mogę na chwilę przerzucić się na coś innego, a później wrócić do nauki ze świeższym umysłem.
Prawdopodobnie najważniejszym nawykiem ze wszystkich, jakie sobie wyrobiłem, to właśnie jest umiejętność patrzenia na coś długofalowo i faktycznie przykładanie się do osiągnięcia celu nie tylko wtedy, gdy mam na to ochotę, lecz codziennie, niezależnie od warunków, jakie mnie spotykają.
To nie geniusz czy chęci powodują nam sukces, lecz czas, który spędziliśmy, aby ten sukces uzyskać.
- Staram się spać co najmniej 7h, w stałych godzinach.
- Gdy się uczę, odkładam telefon poza pole widzenia, by mnie nie rozpraszał.
- Zachowuję balans między sportem, życiem towarzyskim, nauką i innymi pasjami.
- Jeśli danego dnia mam dużo zadań do wykonania, spisuję je na kartce, by nie zapomnieć, lub ustawiam budziki, które mi przypominają, że należy przejść do kolejnej czynności.
- Nie używam Instagrama, TikToka ani X.
Najlepszy nawyk to nie rutyna, tylko sposób liczenia.
Efekt = skuteczność × liczba prób × payout z próby. Ludzie zazwyczaj czekają, aż będą „gotowi", starając się zmaksymalizować ten pierwszy czynnik - z mojego doświadczenia ten moment nigdy nie nadejdzie. Drugi jest zwykle za darmo. Lepiej spróbować sto razy i trafić trzy niż dziesięć razy i trafić dwa - bierz więc, co się da, i po prostu zaczynaj. Szczęściem nie da się sterować, ale można powiększać powierzchnię, na którą ma szansę spaść.
Miej też jakiś kierunek na 5, 10, 20 lat. Może być zupełnie rozmyty, i tak się jeszcze zmieni - chodzi tylko o to, żeby nie mieć zamiast niego nic. Potem rozbij go na kroki, potem na mniejsze. Zdziwisz się, jak mało realnej pracy to wymaga.
Ja swoich celów nigdy nie zapisywałem, bo lubię spontaniczność. Efekt: w większości się z nimi minąłem. Gdybym je spisał, byłbym dziś prawdopodobnie znacznie wyżej - ale też byłoby po drodze o połowę mniej niespodzianek i przygód, więc nie żałuję.
Dawaj ludziom wartość, zanim czegokolwiek od nich zechcesz. Nawet jeśli wróci 20%, to wciąż nieskończenie więcej niż zero.
Czego u mnie nie znajdziesz: wstawania o 6:00, medytacji, zimnych pryszniców. Komuś to działa, mnie nie - moim zdaniem to narzędzia do nudnego, przewidywalnego życia. Rób po swojemu, mierz wysoko i nie porównuj się z nikim poza sobą sprzed roku.
Myślę, że jedynym takim nawykiem jest ciągła próba tłumaczenia nowo poznawanych zjawisk i pojęć w kontekście pojęć już znanych. Pozwala to nie tyle zapamiętać materiał, co go zrozumieć, co umożliwia przypominanie sobie potrzebnych akurat faktów na podstawie siatki skojarzeń.
Jednym z najbardziej przydatnych nawyków, który pomógł mi uczyć się do olimpiady, było… robienie zadań w pociągu. Mój dojazd do szkoły trwa 40 minut w jedną stronę, a więc daje to co najmniej godzinę zadań dziennie.
Robienie zadań z kolei stymuluje do zadawania pytań i układania sobie wiedzy w głowie na nowe sposoby.
- Regularnie jestem w bibliotece.
- Chodzę na siłownię tak 3 razy na tydzień.
- Chodzę spać koło 23 i wstaję koło 7.
Myślę, że moje najprzydatniejsze nawyki to:
Wstawanie rano i praca wtedy w skupieniu - w moim przypadku działa to najlepiej, wieczorem nic mi się nie chce, nie mogę się skupić. Rano mam czystą głowę, spokój, ciszę i więcej chęci do działania.
Czas na myślenie - uważam to za bardzo wartościowe, aby nie zapychać każdego momentu nudy czymś do robienia, chociażby przeglądaniem telefonu. Jak mamy wpaść na jakiś pomysł, jeśli nawet nie dajemy sobie okazji, żeby na niego wpaść? Lubię mieć okazje, aby przemyśleć swoje zachowanie, bo to pozwala mi szybciej się poprawiać.
Spisywanie swoich pomysłów - najlepsze pomysły i myśli wpadają w randomowych momentach. W taki sposób mogę je przechwycić i pomyśleć nad nimi np. rano, gdy mam energię.
- Zostawiam telefon w innym pokoju, żeby pozbyć się rozpraszacza.
- Dbam o porządek na biurku, przy którym pracuję - to eliminuje kolejny bodziec, który mógłby mnie odciągnąć od zadania.
- Kluczowe jest, żeby zachować balans między pracą a luźnym życiem nastolatka. Trzeba znaleźć coś, co pozwoli nam całkowicie się odmóżdżyć. U mnie najlepiej sprawdzają się spacery z psami po lesie albo wypady ze znajomymi.
- Nie przeglądam socialów/filmików dot. osiągnięć w olimpiadach/konkursach, w których startuję. Unikam porównań, żeby nie nakładać na siebie zbędnej presji.
- Realnie oceniam swoje szanse, jeśli czuję, że coś się nie uda, nie potrafię ślepo wierzyć w sukces. Zamiast karmić się złudną nadzieją, wolę twardo stąpać po ziemi i być realistą.
Trzeba też czasem posłuchać samego siebie, bo zamykanie się w pokoju i wkuwanie na siłę to jedynie czysta strata energii.
Wychodzę z założenia, że lepiej zaniżyć swoje oczekiwania, by się niepotrzebnie nie zawieść, a w razie czego - pozytywnie zaskoczyć.
To, co mi pomaga, to dostosowywanie się do „nastroju” danego dnia. Jak totalnie nie chce mi się robić informatyki, to wtedy siedzę nad matmą, lub na odwrót.
Kiedy się zmuszam, to wychodzi jeszcze gorzej, a tak to wykorzystuję chwilowy flow state i idę do przodu.
To ciekawe, bo nie mam takich klasycznych nawyków wpisanych w kalendarz. Nie narzucam sobie sztywnych ram godzinowych, bo po prostu najlepiej działa na mnie elastyczność. Kiedyś myślałem, że to błąd i powinienem to zmienić na siłę, ale z czasem zrozumiałem, że wolę żyć i pracować w zgodzie ze swoim naturalnym rytmem.
Moim najważniejszym „nawykiem” stało się tak naprawdę słuchanie własnego organizmu.
Kiedy mam falę skupienia i energii, cisnę na sto procent, a kiedy czuję spadek, po prostu daję sobie przestrzeń na reset. Dzięki temu unikam wypalenia.
Pomóż nam tworzyć lepsze treści
Podziel się anonimową opinią - co dodać, co zmienić, a co usunąć.










